RSS

Archiwa miesięczne: Październik 2010

Polski portal o Nauce 2.0

Jak okiem sięgnąć, polskiej dyskusji na tematy otwartości i nowoczesnych form komunikacji naukowej (nazywanej Nauką 2.0) nie można nazwać gorącą. I w sumie nie ma co się dziwić – jak można żywiołowo dyskutować na łamach periodyków naukowych? To w końcu nie forum internetowe, prawda? No właśnie. Ponieważ nie ma forum dotyczącego tematyki Nauki 2.0, postanowiliśmy je stworzyć.

Mark Hahnel jest pomysłodawcą i administratorem portalu Science 3.0 (miało być Science 2.0, ale ten ostatni termin okazał się być zastrzeżonym znakiem towarowym), który skupia ludzi zainteresowanych ewolucją nauki w obliczu nowych narzędzi i nowych paradygmatów związanych ze wszechobecnością internetu. S3.0 ruszyło całkiem niedawno i było po części pomyślane jako alternatywa dla FriendFeedowych grup Science 2.0, The Life Scientists czy Open Notebook Science, w obliczu niepewnej przyszłości serwisu FriendFeed po wykupieniu go przez właścicieli Facebooka. Mark od początku był bardzo zainteresowany kopiami serwisu, które byłyby w innych językach niż angielski. Wobec czego po tym, jak udało się dość sprawnie postawić agregator niemieckojęzycznych blogów naukowych, Mark skontaktował się ze mną i namówił na polską wersję. I tak, kilka tygodni temu ruszył pierwszy polski (tak mi się przynajmniej wydaje) agregator blogów naukowych.

Korzystając z rozpędu, którego nabraliśmy przy starcie agregatora, postanowiliśmy uruchomić polską wersję portalu S3.0. To okazało się być dużo trudniejsze, z przyczyn czysto technicznych (na dzień dzisiejszy wciąż część portalu jest po angielsku), ale udało się doprowadzić stronę do stanu mniej więcej używalności. Testerami portalu byli doktoranci uczestniczący w moich wykładach na temat Nauki 2.0 – warunkiem zaliczenia cyklu wykładów jest założenie bloga na portalu, napisanie jednego wpisu na tym blogu, oraz razem jako grupa, stworzenie w miarę kompletnych notatek z moich wykładów na grupowym wiki. Struktura portalu odbiega od tego, do czego przyzwyczajeni są użytkownicy – zamiast nacisku na zawartość, jest nacisk na interakcję, na komentarze, na nawiązywanie kontaktów. Czy się sprawdzi w polskiej rzeczywistości? Zobaczymy.

Reklamy
 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu Październik 26, 2010 w Komunikacja

 

Tagi: , , , , , ,

Zwiększona ilość cytowań? Tak, ale na krótko.

Open Access logo and text
Image via Wikipedia

Mamy Międzynarodowy Tydzień Open Access (Open Access Week). Przy tej okazji pojawiło się mnóstwo materiałów po polsku, trochę wykładów (oto lista wydarzeń w Kraju zorganizowanych z tej okazji), na jednym wykładzie byłem, drugi właśnie oglądam.

I się frustruję.

Jak magiczne zaklęcie wszyscy powtarzają (tak szczerze mówiąc ta mania nie jest właściwa wyłącznie Polakom, bo po abu stronach Atlantyku spotykamy podobne zachowania), że publikowanie w modelu Open Access przynosi autorom zwiększoną ilość cytowań. Przynosi, i owszem. Ale na krótko. Wolny dostęp do literatury staje się coraz bardziej powszechny i wkrótce znacząca część (w tej chwili ok. 20% jeśli dobrze pamiętam) nowo publikowanej literatury będzie dostępna conajmniej za darmo do przeczytania, jeśli nie na którejś z otwartych licencji. W pewnym momencie przewaga liczby cytowań publikacji dostępnych za darmo w sieci przestanie być widoczna, a nie sądzę, żeby czekał nas stały wzrost liczby referencji w publikacjach (zamiast pisać elaborat we wstępie, można skrócić to do zwrotu „reviewed in” i zacytować przeglądówkę) tylko dlatego, że więcej prac jest dostępnych do poczytania.

Open Access z definicji to nieskrępowany dostęp do literatury naukowej, także z możliwością użycia komercyjnego (dość ważny punkt, ale to na inną okazję). W praktyce (rzadko się zdarza, żeby ktoś następnie wyjaśniał w praktyce to ten ładny zwrot znaczy) Open Access to alternatywny model publikowania, w którym kosztami obciąża się autora, lub instytucję go finansującą. Ponieważ koszt ten generowany jest raz, a nie wiele razy (np. poprzez wykupienie dostępu przez wszystkie zainteresowane instytucje naukowe), okazuje się, że w ujęciu globalnym Open Access jest rozwiązaniem tańszym, niż ten, który mamy obecnie. I tym argumentem powinno się uczonych walić po głowie („cała literatura dostępna za darmo oraz więcej pieniędzy na badania, bo oszczędzamy”), a nie wikłać się w bezsensowne dyskusje, czy aby na pewno efekt zwiększonej ilości cytowań jest aż tak wielki jak nam się wydaje. Argumenty ekonomiczne tak czy siak pewnie powrócą, kiedy Ministerstwo stanie przed podobnym dylematem jak system Uniwersytetów Kalifornijskich, którym Nature Publishing Group podniosło opłaty za licencje czterokrotnie

Koniecznie do przeczytania:

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Październik 21, 2010 w Open Access

 

Tagi: , , , , ,

Otwarta innowacja, crowdsourcing a otwartość w nauce

Open Innovation Model of the book
Image via Wikipedia

Crowdsourcing w polskiej Wikipedii zdefiniowany jest jako „czerpanie wiedzy, pomysłów i inspiracji ‚z tłumu’, a więc zwykłych ludzi”, co generalnie zgadza się z intuicją większości ludzi. Ale jak popatrzymy na bardziej precyzyjny opis na tej samej stronie, wyłaniający się obraz zaczyna być trochę mętny:

  1. Firma posiada problem
  2. Firma dzieli się problemem online
  3. Internauci proszeni są o podanie rozwiązań
  4. Internauci przedstawiają rozwiązania
  5. Internauci weryfikują i odrzucają rozwiązania
  6. Firma nagradza internautów, których rozwiązania zostały wyróżnione
  7. Firma wprowadza wybrane rozwiązania
  8. Firma czerpie zyski

Dlaczego? Otóż ten sam proces, który nosi niewdzięczną nazwę crowdsourcing, zwykło się w środowiskach biznesowych i naukowych nazywać „otwartą innowacją”. Firmy zbierające przez internet od ekspertów z całego świata rozwiązania poważnych problemów technologicznych jak np. Innocentive czy NineSigma do niedawna „otwartość” miały wypisaną grubym drukiem na każdej stronie. Ale tak na dobrą sprawę otwartość w tym przypadku jest znikoma (co napisano zresztą na Wikipedii pod hasłem „Open Innovation”: „Poza podobieństwem nazw, Open Innovation nie wiele ma wspólnego z modelem open source (…)”).

Jak się to ma do otwartej nauki? Ano tak, że bardzo często usiłuje się u nas w Kraju sprowadzić otwartość w nauce do tego samego poziomu co crowdsourcing. W miłościwie nam panującej nam histerii na wielkie i modne słowa (typu otwartość) wdrożenie poczty elektronicznej na naszych uczelniach i w instytucjach naukowych uznane by zostało za poważny krok z stronę otwartej nauki, bo przecież naukowcy mogą już do siebie pisać emaile i wysyłać szkice publikacji

Otwarta nauka to udostępnienie bez zbędnych ograniczeń pełnej dokumentacji badań naukowych (np. w formie publikacji udostępnionej na jednej z licencji Creative Commons, otwartego kodu źródłowego) w trakcie ich prowadzenia, lub po. Jeśli naukowiec ma swoją stronę w internecie, na której jest zgrubnie opisana tematyka jego badań oraz adres email – nie nazywajmy tego otwartością.

Enhanced by Zemanta
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Październik 4, 2010 w Otwartość